PODEJMOWANE DZIAŁANIE

W efekcie podejmuje działania opisane powyżej a charakteryzujące się przewagą metody prób i błędów nad myśleniem celowościowym. Zapomina przy tym, że materiał diagnostyczny to zbiór informacji wymagających wery­fikacji traktowanej jako proces ciągły i nieustający. Wypada zatem za­stanowić się, skąd bierze się to zapomnienie. Co powoduje, że pracow­nik socjalny dysponujący narzędziem diagnozy popełnia błędy?Częściową odpowiedzią na postawione pytanie jest uświadomienie sobie sytuacji opieki społecznej we współczesnym świecie, o czym już wspomnieliśmy. Ten stan rzeczy wpływa negatywnie na status pra­cownika socjalnego, czyniąc z niego nader często niewolnika istnieją­cego systemu stosunków społecznych. W krajach zachodniej Europy, a także w Stanach Zjednoczonych status ten jest raczej przeciętny. Mi­mo wszystko stworzono tam odpowiednie warunki dla doskonalenia realizatorów opieki. A jednak można stwierdzić, że ten „przyzwoity” system nie doprowadził do likwidacji podstawowych problemów spo­łecznych, takich jak bezrobocie, samotność, przestępczość.

BURZENIE OBRAZU

Trudno winić za to ludzi próbujących ocalić reszt­ki nadziei na pomyślność. Pracownik socjalny staje się wtedy wrogiem, reprezentantem nieprzyjaznych sil zewnętrznych i traci — czasami na zawsze — możliwość wywierania wpływu na losy podopiecznych. Wy­powiedzi pracowników socjalnych na ten temat stanowić powinny waż­ny materiał empiryczny, potwierdzający znaczenie przedstawionych przykładów. Należy je gromadzić także i z tego powodu, iż mogą być dowodem nierozerwalnego związku teorii z praktyką pracy socjalno- wychowawczej.Przedstawione uwagi prowadzą do wniosku, że diagnoza może nie dać szans efektywnego działania nawet wtedy, gdy jest poprawnie prowa­dzona i opisuje realną rzeczywistość. Nasze rozważania upoważniają do postawienia hipotezy, iż wiele zależy od tego, w jaki sposób zostanie ona potraktowana. W każdym wypadku diagnoza dostarcza cennego mate­riału do analizy. Przede wszystkim pozwala na racjonalne określenie problemu, nazwanie go i zakwalifikowanie do określonej kategorii zja­wisk. Przekonanie o jej bezużyteczności w niektórych przypadkach wy­pływa z sytuacji, w których pracownik socjalny nie potrafi należycie ocenić diagnozy. Posiadając zgromadzone dzięki niej informacje czuje się zwolniony od myślenia, uznając posiadaną wiedzę za pewną i osta­teczną. Praktyka burzy mu ten obraz dostarczając niespodziewnych zda­rzeń, których informacyjna wartość bywa zróżnicowana.

NA MARGINESIE

Na marginesie wypada zauważyć, że o powodzeniu poczynań człowieka decyduje posiada­nie przez niego samooceny ukształtowanej na odpowiednio wysokim poziomie. Analiza zasygnalizowanych niebezpieczeństw zmusza do zwrócenia uwagi na te sytuacje, w których działanie pracownika socjal­nego, np. wobec alkoholika poprzez stawianie go pod pręgierzem naj­bliższej rodziny czy szerszego środowiska, pogłębia istniejący kryzys i zupełnie nieważne staje się w tym przypadku to, że problem alkoholi­zmu wystąpił, zanim jeszcze pracownik podjął swoje działanie. Do tra­gicznych można zaliczyć zdarzenia, gdy to pracownik socjalny przy­czynia się do rozpadu rodziny, zaostrzając antagonizmy pomiędzy cier­piącym na chorobę alkoholową a jego małżonkiem i dziećmi. Bywa też zapewne, że poprzez nieostrożne próby izolacji alkoholika uznanego za przyczynę demoralizacji (w rzeczywistości przyczyną jest słabość do alkoholu, a nie cały człowiek) osiąga się konsolidację rodziny w obro­nie swojego członka. Trudno winić za to ludzi próbujących ocalić reszt­ki nadziei na pomyślność.

PRZYCZYNA NIEPOWODZEŃ

Je­żeli rozumie na przykład, że przyczyną niepowodzeń jest brak wy­kształcenia bądź alkoholizm ojca rodziny, nie oznacza to wcale, że po­trafi doprowadzić do sytuacji, w której ten konkretny człowiek braki te uzupełni lub przestanie pić. Jeszcze trudniej jest stworzyć sytuację, w której zastąpi się zmarłego rodzica lub takiego, który nie interesuje się losem własnych dzieci. Kompensacja jest, w tym przypadku, przy­kładem leczenia objawowego, nie usuwającego źródeł zła. Jeszcze gor­sze są sytuacje, w których pracownik socjalny usiłuje wytłumaczyć ko­muś , że przyczyną jego kłopotów (chodzi o podopiecznego) jest niewie­dza. Jeśli rozumiemy działanie prawa Kowala, zgodnie z którym każdy człowiek dąży do podniesienia samooceny poprzez zachowanie obrazu własnej osoby na odpowiednio wysokim poziomie, łatwo wyobrazić so­bie skutki takiego postępowania pracownika socjalnego. Przy niskiej samoocenie zasłyszane uwagi, zamiast ocenę tę podnieść, stanowić mo­gą informację utrwalającą istniejący stan rzeczy.

UWZGLĘDNIENIE FAKTÓW

Gdy nie uwzględnimy tych faktów, to ten brak świadomo­ści z naszej strony (mam na myśli wymóg profesjonalizmu pracy socjal­nej) nieraz prowadzi do zbyt szybkiej kategoryzacji i apriorycznego uznawania np. rodziny wielodzietnej, rodziny niepełnej czy z tzw. pro­blemem alkoholowym, za potrzebujących takiej a nie innej pomocy. Zwykle pomoc ta jest rzeczywiście konieczna, ale nie zawsze taka, ja­ką się proponuje. Utrudniają np. w przypadku alkoholizmu przyjęcie założenia, że problemem rodziny jest wyłącznie uzależnienie jej człon­ka, podczas gdy jest ono tylko rezultatem zdarzeń innej natury. Bywa też, że dążąc do zmiany niekorzystnej sytuacji przyjmuje się za wzór tzw. rodzinę normalną, określaną przez starannie wyselekcjonowane wskaźniki. Jest to dobre podejście, ale trzeba mieć przy tym świado­mość istniejącego tu niebezpieczeństwa, którego mechanizm zasygnali­zowaliśmy powyżej. Jeżeli pracownik socjalny przeprowadzi diagnozę i ustali w jej wyniku zakres, w jakim dana jednostka czy rodzina odbie­gają od wzorca, to oczywiście ujawnia się przed nim obszar działania i zadań, jakie może spełnić. W ten sposób wie, co ma zrobić, ale w żad­nym wypadku nie oznacza to, iż wie, w jaki sposób ma to wykonać.

NAJPROSTSZA REAKCJA

Jak mają zareagować na to ludzie, którzy na co dzień domagają się prawa do tego, by nie znaleźć się na marginesie? Najprostszą reakcją jest obarczenie winą tych, którzy już się tam znale­źli. Zachowania takie są samoobroną przed grożącą degradacją i stano­wią prawdziwe potwierdzenie psychologicznej teorii samowiedzy wraz z prawem Kowala. Wyjściem z tego błędnego koła musi być celowe dążenie do zmiany poglądów na temat opieki społecznej. Nie należy traktować jej jako obowiązku, ale też nie może być oceniana jako czy­jaś łaska. Winna ona być uznawana za naturalny fakt społeczny. Chodzi o    zerwanie z normą, że podopieczni pracowników socjalnych to ludzie inni, niezaradni życiowo, czyli gorsi lub głupsi. Nie wszyscy z nich znajdują się w kłopotach z własnej winy. Nie wszyscy z nich świadomi są własnych kłopotów, a tym samym trudno twierdzić, że ponoszą od­powiedzialność bezwzględną za swój los, skoro nigdy nie była im dana możliwość dokonania jego racjonalnej oceny; nie mieli też okazji do je­go zmiany.

W OBRĘBIE OPIEKI

W tej sytuacji trudno sobie wyobrazić, by w obrębie systemu opieki będącego jednym z elementów całości, jaką jest zorganizowane społe­czeństwo, nie funkcjonował mechanizm predestynujący silniejszych i zaradniejszych. Dla wielu pracowników socjalnych ci drudzy są wdzięczniejszym materiałem, bowiem chętni są do współpracy, bez specjalnej zachęty. Bez względu jednak na to, do której z tych katego­rii zostaliby zakwalifikowani podopieczni, to w stosunku do reszty spo­łeczeństwa (tzw. normalnych ludzi) znajdują się w najbardziej natural­nej opozycji. Od władzy państwowej żąda się, aby stwarzała jak najlep­sze warunki rozwoju, a więc takie, które likwidują wydatki na opiekę społeczną. Tak więc z jednej strony rozbudowany system opieki jest ce­chą świadczącą o nowoczesności państwa, z drugiej zaś staje się czymś wstydliwym i przyczyną społecznych konfliktów, gdyż uświadamia, że potrzeby w tym zakresie rosną zamiast maleć. W tym momencie nikt już nie zastanawia się nad tym, że przyczyny takiego stanu rzeczy tkwią poza systemem opieki, w źle zorganizowanej gospodarce lub niewydol­nym systemie politycznym.

KONSEKWENCJE ZMIAN

Między innymi, konsekwencje zmian ekono­miczno-społecznych w odniesieniu do rodziny, szkoły, zakładu pracy i innych instytucji społecznych przedstawia A. Kamiński. Tempo tych zmian wciąż wzrasta. Jednocześnie nie tak dawno pisało się, że rozwój ubezpieczeń społecznych umożliwił „planowe działanie wychowawcze towarzyszące różnym formom pomocy społecznej”, dzięki ustawom i matrialnej podstawie zabezpieczenia społecznego. A zatem mamy tu do czynienia z obrazem rzeczywistości, który na pierwszy rzut oka wy­daje się być wewnętrznie sprzeczny. Czy istnieje szansa usunięcia tej sprzeczności? Jednym ze sposobów jest ciągłe odwoływanie się do świadomości człowieka. Analiza tejże może wiele wyjaśnić, stwarzając konieczną bazę dla wprowadzenia zmian w systemie opieki i pomocy socjalnej. W tym działaniu muszą uczestniczyć pracownicy socjalni i powinni być do tego przygotowani.Można powiedzieć, że opieka społeczna dotyczy ludzi zdegradowa­nych w jakimś sensie czy to w wyniku schorzeń fizycznych, psychicz­nych, braku sprawności i wykształcenia, samotności, bezrobocia, czy też z innych (np. politycznych) przyczyn. Trudno od nich wymagać, aby nawet w normalnych warunkach społecznych dali sobie radę bez pomocy. Jednocześnie wielu z nich jest zmuszanych przez presję środo­wiska do ukrywania prawdziwego stanu rzeczy.

POCZUCIE BEZRADNOŚCI

Dlaczego jednak dochodzi do sytuacji, że pracownik socjalny ulega poczuciu bezradności demora­lizując się lub uciekając z zawodu, często ze stygmatem osobistej po­rażki? Dlaczego zawód ten ma niski społeczny prestiż? Czy może dla­tego, że rację ma G. Ohsawa twierdząc, iż wielu tak zwanych pracow­ników socjalnych rozdaje jedynie „owoce eksploatacji i żebractwa” przyczyniając się do utrwalania zła? . Jakie są źródła takich poglądów i w jakim stopniu są one uzasadnione przez psychologiczne mechani­zmy, a w jakim wynikają z uwarunkowań systemu organizacji społe­czeństwa kształtującego świadomość i postawy wobec systemu opieki?H. Radlińska napisała przed laty, że przeciętny człowiek nie tylko nie interesuje się opieką, ale przejawia rodzaj pogardy dla żyjących z zasił­kowi i. Uwaga ta jest nadal aktualna, a nawet znajduje obecnie głębokie potwierdzenie. Problemy płynące z rozwoju tzw. cywilizacji konsump­cyjnej są ogólnie znane.

UTRATA POZYTYWNEGO ZWIĄZKU

Niewątpliwie właśnie utrata pozy­tywnego związku z drugim człowiekiem, a nie ubóstwo materialne, po­woduje pogłębianie się kryzysów w postaci społecznej izolacji bądź na­silenia agresji wraz z towarzyszącymi tym procesom niekorzystnymi zjawiskami sfery psychicznej (poczucie beznadziejności, nienawiści, nudy, apatii). Stwierdzają to pracownicy socjalni, którzy nierzadko ule­gają podobnym uczuciom, czując się bezradni wobec wielkości proble­mu. Ich trudności pogłębia presja wywierana na nich ze strony ustawo­dawców i organizatorów systemu, którzy mają wiele złudzeń wynikają­cych z wpatrywania się w instytucje uznawane za awangardowe oraz w ludzi silnych. Jak pisała H. Radlińska, „pomijaną przez nich część prawdy życia widzą pracownicy opieki społecznej, którzy zmagają się z trudnościami wykonania zamierzeń prawa, z rozplątywaniem przeróż­nych spraw skłębiąjących się w życiu ludzi”. Widzą oni także, jak od­legły jest dystans pomiędzy instytucją pomocy a tymi, którzy powinni skorzystać z jej usług. Niektórzy z nich zdają sobie sprawę, że dystans ten skraca opieka rozumiana jako kształtowanie woli, świadomości, po­budzanie do wysiłku przez wysiłek własny.