SKOMPLIKOWANA NATURA

A zatem powiedzieć można, że pra­ca pracownika socjalnego musi być twórczością w nie mniejszym stop­niu niż praca inżyniera. Oczywiście stwierdzenie takie banalizuje przedstawiony cytat. Wprowadza on w skomplikowaną naturę rzeczy­wistości społecznej, na terenie której nie sposób działać w oparciu o    sztywny system schematycznych poglądów. Sugeruje się tu przede wszystkim, że każdy akt działania wymaga myślenia, a myślenie to odwołuje się do zestawu reguł wyznaczających postępowanie. W ra­mach sprawności zawodowych o charakterze rzeczowym (np. budowa­nie domu) rzadziej odkrywa się sprzeczność zasad z rzeczywistością. Gdy sprawa dotyczy przebudowy stosunków społecznych, trudno okre­ślić zespól poglądów stanowiących konsekwentny system. A jednak pracownik socjalny musi go sobie stworzyć, bowiem inaczej skazany byłby na działanie po omacku, metodą prób i błędów, a o skutkach ta­kiej sytuacji już powiedzieliśmy. W jaki jednak sposób uniknąć popa­dania w skrajności; jak niwelować możliwość stworzenia systemu po­glądów, który uniemożliwia otwarte podejście do człowieka i jego ży­ciowych problemów?

PRZEKSZTAŁCENIE RZECZYWISTOŚCI

Gdybyśmy uznali przekształcanie rzeczywistości za akt twórczy, to rozróżnienie dokonane powyżej nie miałoby racji bytu. Powiedzieliby­śmy, że każdy czyn ludzki jest tworzeniem. Z drugiej jednak strony roz­powszechniony jest pogląd, że „w zależności od tego, ile jest w danej pracy elementów nowych, niepowtarzalnych, jest ona mniej lub bar­dziej twórcza”. Wiele przemawia za tym, by pracę socjalną uznać za działalność twórczą w pełnym tego słowa znaczeniu. Odwołajmy się tu do słów S. Ossowskiego, który pisał:, Jeżeli inżynier wśród założeń, na których buduje swoje obliczenia, napotyka sądy sprzeczne, będzie tym poważnie zaniepokojony i będzie się starał tę sprzeczność wyjaśnić zlikwidować. Na terenie działania społecznego jesteśmy w innej sytu­acji. Nie tylko dlatego, że rzeczywistość, z którą tu mamy do czynienia, jest bardziej skomplikowana i że z tego powodu trudniej jest w wielu wypadkach stwierdzić, czy sprzeczność istotnie zachodzi, ale dlatego także, iż na tym polu teza, którą się głosi, jest nie tylko stwierdzeniem stanu rzeczy: jest ona, a przynajmniej może być, narzędziem działania, może wpływać na stan rzeczy, którego dotyczy, może wpływać na za­sób sił, którymi rozporządzamy”.

REALIZACJA KIERUNKU

W realizacji tego drugiego, niezbędnego kierunku, jest miejsce na zdobywanie wiedzy, w tym również wiedzy żywej, praktycznej, podawanej bezpośrednio w trakcie wspólnych doświadczeń i dyskusji w grupie zawodowej. Omawiane aspekty działań przedstawiamy jako fragmenty modelu pra­cy socjalno-wychowawczej rozpatrywanego w kontekście stosunku pracownik socjalny—podopieczny, w którym chodzi o ciągłe podejmo­wanie próby odchodzenia od sztywnego schematu drobiazgowego prze­strzegania społecznej roli na rzecz rozbudowywania wszechstronnego kontaktu humanistycznego, wyrażanego dynamiczną interakcją czło­wiek—człowiek (wzajemność świadczeń).Zacznijmy od tego, co w pracy socjalno-wychowawczej jest najbar­dziej zewnętrzne, a tym samym najoczywistsze jako jej cel. Jest to po­trzeba budowania więzi międzyludzkich w środowisku życia podo­piecznych. Rozstrzygnijmy jednak na wstępie, czy chodzi nam tylko 0  jej przekształcenie w istniejącej rzeczywistości, czy również o jej tworzenie.

BUDOWANIE WIĘZI MIĘDZYLUDZKICH

Ssię pokazać, że wykonawcy pra­cy socjalnej muszą nieustannie tworzyć nowe cele swej działalności tak, by opierała się ona na zrozumieniu sytuacji potrzebujących, która nie jest stała i w pewnym stopniu stanowi odbicie stosunku społeczeństwa do opieki oraz do tych, którzy jej potrzebują. Jednocześnie sam pracow­nik socjalny nie może zapominać o sobie samym, o swoich możliwo­ściach i ograniczeniach, które mają podobne źródło. Zatem działania je­go powinny iść w wielu kierunkach. Gdy mowa o zewnętrznych aspektach jego działania, to z jednej strony pomaga on w rozwiązywa­niu psychicznych problemów jednostki, a z drugiej montuje system po­mocy środowiskowej. Gdy mowa o wewnętrznym charakterze jego pra­cy (samodoskonalenie), to idzie ona także w dwóch kierunkach: nasta­wiona jest na rozwój własnej osobowości jako narzędzia pomocy, czy­li zmierza do usuwania ograniczeń (kompleksy, lęki itp.), na kształto­wanie odporności psychicznej, równowagi wewnętrznej dającej pew­ność działań itp.; kieruje się także ku doskonaleniu umiejętności kon­taktowania się i komunikowania z innymi ludźmi, i to tak, by proces ten odbywał się na wielu poziomach i był zróżnicowany.

ŹRÓDŁO WZORCA

Gdy wzorzec ma swoje źródło w konfrontacji rzeczywistych osiągnięć grupy społecznej z dyrektywami płynącymi z badań naukowych, to jest on bliski rzeczy­wistości, ale doświadczenia teorii pracy socjalnej wskazują wyraźnie, że jego definicja nie zawsze uwzględnia istnienie innych grup, które po­winny uczestniczyć w jego tworzeniu. Nasuwa się tu paradoksalny wniosek, że w stanowieniu celów pracy socjalnej najmniej uczestniczą ci, którzy stanowią przyczynę i skutek tejże, czyli sami podopieczni. Wydaje się też, że zarówno naukowcy zajmujący się pracą socjalną, jak i pracownicy socjalni powinni uczestniczyć szerzej w formułowaniu jej politycznych celów. W praktyce nie wystarczy poszukiwanie przy­czyn nieszczęścia podopiecznych w uwarunkowaniach środowisko­wych, w uwarunkowaniach psychicznych czy w obu tych aspektach jednocześnie. Potrzebna jest bardziej złożona analiza, prowadząca do rozpatrywania pracy socjalnej jako procesu współdziałania wielu ludzi, którzy w równym stopniu ponoszą odpowiedzialność za istniejącą rze­czywistość, ponieważ wspólnie opanowują tę samą przestrzeń i ten sam czas. Nie ma tu gorszych ani lepszych i zgodnie z takim założeniem kształtuje się pojęcie „profesjonalizmu”.

ZNAMIONA UTOPII

„Wszystko to nosi znamiona utopii, a utopia tak blisko sąsiaduje z religią, religia zaś jest absolutnie nieodłącznym atrybutem ludzkiego życia, że można wreszcie spróbo­wać realizować utopię, skoro tzw. rzeczywistość realna okazuje się uto­pijna”. Pracownik socjalny nie spełni swojej wychowawczej roli lek­ceważąc swoją aktywność na szerokim polu ustalania kierunków poli­tyki socjalnej państwa — nawet jeżeli wydaje mu się to czymś wręcz niemożliwym. Mówi się o pracy socjalnej jako działaniu będą­cym wychowaniem. Nakłada ono na jego wykonawcę obowiązek inte­resowania się szeroką gamą problemów kształtujących rzeczywistość pracy socjalnej.Nie twierdzimy, że praca socjalna, taka jaką znamy, nie jest wycho­waniem. Jednak nie dzieje się ono w zakresie zgodnym z życzeniami, co może stanowić realną podstawę krytycznej oceny rzeczywistości opieki i pomocy społecznej.W pedagogice społecznej pojęcie celu wychowania próbuje się zastą­pić pojęciem wzorca. Gdyby założyć, że wzorzec powstaje jako wypad­kowa potrzeb zainteresowanych wcieleniem go w życie, to moglibyśmy przyjąć, że jest on realnym celem pracy socjalnej. Jednak dotychczas jest to pojęcie bardziej teoretyczne niż praktyczne.

NISKA JAKOŚĆ

Gdyby niska nadal jakość powszechnych instytucji oświaty, kultu­ry i opieki społecznej w krajach postkomunistycznych dorównywała ich powszechności, również stwarzałoby to pełne szanse rozwoju każdemu człowiekowi. Ten stan rzeczy sugeruje konieczność wzajemnej współ­pracy i fakt ten należy rozumieć.Reasumując nasze rozważania warto odwołać się do stów T. Pilcha, który za istotną przesłankę budowania sprawiedliwego społeczeństwa uznał uświadomienie istoty naszego społecznego życia. Wyraża się ona w istnieniu powszechnego i złożonego konfliktu interesów, przeko­nań i postaw, w który zaangażowane są grupy, instytucje, jednostki tworzące atmosferę zbiorowego i indywidualnego egoizmu. A przecież w funkcjonowaniu każdej zbiorowości do rangi uświęcanego sposobu kontaktowania się ludzi musi należeć tolerancja, zaś potępione być mu­szą indoktrynacja i prozelityzm.  Gdy dołączy się do tego zasadę służby społecznej i poświęcenia dla innych, otrzymamy podstawowe zasady kształtowania środowiska społecznego.

RÓWNY START ŻYCIOWY

Równy start życiowy podniesie poziom osiągnięć powszechnych i zapewni na­rodowi korzystanie ze wszystkich uzdolnień. Powszechne lecznictwo wykorzeni choroby będące klęskami społecznymi. Renty dla wszyst­kich, którzy przekroczyli lat 65, pozwolą na miłośniczy wkład myśli i talentów ludzi w pełni doświadczonych, wolnych od troski o chleb. Przyczyni się to do wielu zdobyczy kulturalnych i do odbudowy rodzi­ny, której dziadkowie wnosić będą wkład własny. Dla zaspokojenia po­trzeb ogółu nastąpi rozwój instytucji dobra powszechnego: szpitali, szkół, bibliotek i wszelkich ognisk kultury. Przy ich tworzeniu powoła­ne zostaną siły dotychczas nie uruchomione, co wzmoże rolę instruktor­ską fachowców i skłoni do wyrabiania u wszystkich poczucia odpowie­dzialności za siebie, za własne środowisko, za naród i świat”Obraz ten, pozornie utopijny, realizuje się stopniowo. Gdyby ze­chcieć spojrzeć na świat w sposób globalny, to dostrzega się, iż utopia ta tkwi w nim głęboko. Gdyby wysoka jakość instytucji opieki społecz­nej w krajach wysoko uprzemysłowionych poparta była powszechnym dążeniem do równouprawnienia i stworzono by jego organizacyjne podstawy, to utopia przestałaby nią być, a opieka objęłaby każdą jedno­stkę.

ZABEZPIECZENIE SPOŁECZNE

W warstwie psychologicznej oznacza ona usamodzielnianie człowieka, jego uaktywnianie poprzez tworzenie nowych celów jego działań, pozwalających mu na samodoskonalenie będące jedynym źródłem samooceny ustalonej na poziomie, który stwarza szanse pozytywnego kontaktu z innymi ludźmi. Takie stanowisko umoż­liwia unikanie sytuacji rządzenia losem podopiecznego z pozycji wyższo­ści opiekuna, lekceważenia ludzi i określania ich potrzeb poniżej rzeczy­wistego poziomu lub niezgodnie z ich odczuciami. W takim rozumieniu praca socjalna polega na „wydobywaniu i pomnażaniu sił ludzkich, na ich usprawnianiu i organizacji wspólnego działania dla dobra ludzi”. Słu­żyć ma dążeniu do sytuacji pełnego zabezpieczenia społecznego.H. Radlińska tak oto charakteryzowała zabezpieczenie społeczne: „Gdy każde dziecko zostanie uznane za przyszłość narodu i wszyscy ro­dzice otrzymają możność wychowania potomstwa, wzmoże się rozrod­czość (niedostateczna obecnie) tych, którzy poczuwają się do odpowie­dzialności za losy zrodzonych. Wpłynie to na stan kultury, gdyż pomno­ży liczbę ludzi pielęgnowanych i kształconych od dzieciństwa.

ZASIŁKI SPOŁECZNE

To, iż ist­nieje instytucja zasiłków społecznych, które stwarzają możliwość go­dziwego życia, nie likwiduje psychologicznych konsekwencji, jakie wynikają z braku pracy. Gdyby tak było, to dlaczego reszta społeczeń­stwa nie miałaby zaprzestać pracy? Dlaczego bezrobotni pragną zdo­być pracę i domagają się prawa do niej? Są to rzecz jasna pytania reto­ryczne, sugerujące bardzo uproszczony obraz stanu rzeczy, jednak w pewnym stopniu potwierdzają go analizy psychologów mówiące o  tym, że aktywność człowieka, w tym na polu zawodowym, jest pod­stawą jego rozwoju i zadowolenia z życia. Potwierdza się uwaga H. Radlińskiej, że doświadczenie to wskazuje, iż „w losach jednostek granica pomiędzy samodzielnością a opieką jest płynna, zwłaszcza w okresach kryzysu i bezrobocia, po klęskach żywiołowych, w długo­trwałych chorobach”Stwierdziliśmy na wstępie istnienie pojęć łączących teorię pracy socjal­nej, pedagogikę społeczną i politykę społeczną. Pojęć pomocy, ratownic­twa i opieki nie można od siebie oderwać. Spoiwem, które je łączy, jest właśnie praca socjalna potraktowana jako działanie wychowawcze. Jej celem jest przebudowa społeczna dokonywana „dzięki wytwarzaniu się nowych więzi międzyludzkich”